Edyta została sama z czwórką dzieci po śmierci męża w wypadku

Edyta została sama z czwórką dzieci po śmierci męża w wypadku

Pod koniec maja mój mąż zginął w wypadku samochodowym. Kierowca stracił panowanie nad autem i uderzył w drzewo. Mój mąż Grzegorz – który jechał jako pasażer – zmarł na miejscu. Zostałam sama z czwórką dzieci. Z dnia na dzień – może z niezbyt bogatej – ale szczęśliwej rodziny staliśmy się rodziną złamaną, bez zawsze wesołego, uśmiechniętego oraz żartującego ojca i męża.

Zdaję sobie sprawę, że ludziom zdarzają się nieszczęścia. Takie jest życie. Jednak do tej pory nie spotkało mnie nigdy nic aż tak bolesnego. Moje życie z godziny na godzinę zmieniło się o 180 stopni. Ciągle zastanawiam się jak dalej żyć, co robić, jak wychować samej dzieci? Grzegorz osierocił czwórkę dzieciaków – 10-letnią Olę, 8-letnią Patrycję, 6-letniego Szymona i 2-letniego Olafa.

Nigdy nie byliśmy jakoś specjalnie zamożną rodziną, ale radziliśmy sobie. Ja pracowałam w sklepie jako sprzedawczyni. Mąż był mechanikiem samochodowym, wcześniej pracował w tartaku, przed wypadkiem opiekował się dziećmi i dorabiał, naprawiając samochody znajomym i sąsiadom.

Obecnie mieszkamy w domu (2 pokoje, kuchnia, łazienka), który wyremontował Grzegorz. Kiedy się wprowadzaliśmy dom nadawał się tylko do generalnego remontu. W zamian za jego przeprowadzenie teraz nie płacimy czynszu za wynajęcie – taka była umowa między nami a jego właścicielem. Grzegorz był złotą rączką m.in. dobudował do domu nową kotłownię i założył centralne ogrzewanie (drewno, węgiel – wcześniej był niebezpieczny dla dzieci nagrzewający się komin kaflowy), wylał nowe podłogi, położył płytki i wyremontował łazienkę.

Próbuję sobie radzić jakoś z tą sytuacją, ale gdyby nie dzieci, to nie wiem co by było. Zdarzają się takie dni, w które nie ma siły wyjść rano z łóżka, ale są dzieci, którymi trzeba się zająć. Przecież niczemu nie są winne.

Od pierwszego dnia po wypadku jestem pod opieką psychologa. Nie wiedziałam, jak powiedzieć dzieciom, że ich tata nie żyje. Do mnie jeszcze to nie docierało. Psycholog był na miejscu i pomógł przekazać dzieciom tę straszną wiadomość. Młodsze dzieci wyparły tę informację, starsze dziewczynki zaczęły płakać… Do tej pory budzą się z płaczem w nocy. Dzieci pytają o tatę i dużo rozmawiają o ojcu. A mnie się serce łamie. Zresztą wszystko w tym domu przypomina mi mojego Grzesia.

Znalazłam się w takiej sytuacji, że nie mam wyjścia – muszę prosić o pomoc. Zostałam sama z czwórką dzieci. Utrzymujemy się z zasiłków. Ledwo wiążemy koniec z końcem, ale dopiero minęły 2 miesiące od wypadku. Za chwilę będzie jeszcze gorzej.

Chcę także przeprowadzić się gdzieś indziej. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować w domu, który wyremontował Grzegorz i w którym razem mieszkaliśmy. Każdy kąt mi go przypomina. Prędzej, czy później będę musiała się stąd wyprowadzić, bo po prostu tego nie wytrzymam.

Dlatego zwracam się do Ciebie z prośbą o pomoc. Każda złotówka jest dla nas na wagę złota, bo pozwoli przeżyć kolejny dzień, tydzień, miesiąc…

Wiem, że jest dużo ludzi, którzy pomagają innym. Nigdy nikogo o nic takiego nie prosiłam, teraz walczę o przetrwanie – nie tyle dla siebie, co dla moich dzieci.

Pomożesz?

Edyta Kruk, mama Oli, Patrycji, Szymona i Olafa

Jak możesz pomóc?

Poprzez wpłatę na konto Fundacji Auxilia

Darowiznę na rzecz czwórki dzieci i Edyty prosimy przekazywać przelewem tradycyjnym na konto Fundacji Auxilia:

Santander Bank Polska S.A.
33 1090 2590 0000 0001 3604 2000

w tytule przelewu wpisując: Dla rodziny Edyty.

Edyta została sama z czwórką dzieci po śmierci męża w wypadku
Ocena: 5/5
(głosy: 20)